Trochę historii
Na grupie pl.misc.elektronika ktoś wspomiał o tanich modułach gps z allegro. Jak grzyby po
deszczu zaczęły napływać raporty kolejnych ludzi, którzy kupili i uruchomili.
Mi również udało się załapać na promocyjną cenę i również zacząłem dłubać.
Oprócz polutowania mikroskopijnego złącza, to reszta już była banalna. Na początek MAX232,
zasilanie +5V wzięte wtyczki PS/2 komputera i coś wypluwa: znaczy się dobry.
Kolej na antenę. Chwilowo w finansowym dołku decyduję się na zrobienie własnej. Google
długo nie wyrzucają nic ciekawego, aż w końcu trafiam na
artykuł (pdf) z jakiejś gazety,
który wygląda zachęcająco i biorę się do roboty. Później jeszcze znajduję ze dwa projekty,
ale ten jest z nich najlepszy (stosunkowo mała antena i niezły zysk).
Pierwsze
odczyty prawdziwej pozycji! Kilka resetów i sporo czasu ponownego szukania satelitów i pozycji
od nowa skłaniają mnie od razu do domontowania bateryjki podtrzymującej pamięć
(CR2032 z płyty głównej). Elektronika ląduje w pudełku od zapałek:-)
Pierwsze ślady zrobione na rowerze z laptopem...
Niestety, przerwy w śladzie (luźna wtyczka zasilania), waga laptopa i sposób jazdy z
jednak dosyć delikatnym ładunkiem nie pozwalają spocząć na laurach - trzeba kombinować dalej.
CEL: urządzenie rejestrujące ślady, najlepiej w postaci 'czarnej skrzynki'.
A najlepiej jakby potrafiło zarejestrować cały wyjazd Harpaganowy (3-4 dni)...
Mając kilka złomowatych baterii od DELL-a mam pomysł, żeby wsadzić całość właśnie do takiej
baterii. Idea była taka, żeby na wyjazdach z laptopem nie zajmowało to dodatkowego miejsca,
łatwo się ładowało (z laptopa) i awaryjnie również zasilało laptopa. Po załadowaniu do baterii
czterech 'nowych' ogniw Li-Ion (zamiast 8 jak jest orginalnie) upadło już jedno założenie: elektronika
baterii dalej myśli, że ogniwa mają 3.6Ah i ładuje je za dużym prądem:-(
Po pierwszych testach i padzie dwóch ogniw (były wadliwe) elektronika baterii wogóle fiksuje i
nie chce nawet oddawać prądu do laptopa -> śmietnik.
Aktualna wersja
Chwilowo wygląda to tak: